To jeden z mniej znanych budynków w Warszawie. Gmach dawnej Węgierskiej Ekspozytury Handlowej zbudowany został w latach 70. Ówcześnie zyskał nawet miano najlepszego budynku w stolicy. Jego losy są niepewne, bo formalnie gmach należy do Ambasady Węgier, która obiekt chce przebudować.

Modernistyczny budynek dawnej Węgierskiej Ekspozytury Handlowej znajduje się przy ul. Szwoleżerów 10. Zbudowany został w 1972 r. według projektu Jana Zdanowicza, absolwenta Politechniki Warszawskiej, członka SARP i autora projektów między innymi Spółdzielczego Domu Towarowego „Feniks”. Wnętrze zaprojektował architekt Bronisław Eibel, również absolwent PW i członek SARP.

Kilka tygodni temu Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków – profesor Jakub Lewicki wpisał obiekt do rejestru zabytków. Nie daje to jednak gwarancji, że budynek w takiej formie przetrwa. W 2017 r. Węgrzy ogłosili przetarg na przebudowę gmachu, by w przyszłości przenieść do niego kilka instytucji: Węgierski Instytut Kultury, Wydział Konsularny Ambasady Węgier, biura attaché. Część pomieszczeń ma zostać zaadaptowana na apartamenty. Konkurs wygrała pracownia architektoniczna DMB z Budapesztu.

wiz. dmb építész műterem kft.

Wpis do rejestru zabytków wprawdzie wstrzymał prace, ale stronie węgierskiej przysługuje teraz odwołanie od decyzji konserwatora do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Sprawa może się więc zakończyć małym dyplomatycznym skandalem.

Gmach przy ul. Szwoleżerów 10 to ciekawy przykład obiektu, który powstał we współpracy ówczesnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ambasady Republiki Węgierskiej. Polacy przygotowali projekt i zapewnili materiały budowlane. Strona węgierska miała dostarczyć materiały wykończeniowe, które jak na lata 70. śmiało można uznać za wyszukane. Budynek już w chwili powstania wzbudził podziw. W 1973 r. Otrzymał tytuł „Mistera Warszawy”, to architektoniczne wyróżnienie przyznawane przez specjalistów na łamach „Życia Warszawy”.

Swoją funkcję gmach pełnił do początku XXI wieku. Od kilkunastu lat stoi jednak pusty. O jego wartości świadczy to, że wzniesiony został na podstawie indywidualnego projektu. Architekci dokładnie zaplanowali jego kształt, dostosowali układ pomieszczeń do jego potrzeb i zaproponowali unikalne rozwiązania. Kompleks ma między innymi wewnętrzny dziedziniec, nadwieszoną górną kondygnację, mocno przeszklony parter i starannie wykonaną elewację. Za materiały wykończeniowe posłużyły: naturalny kamień, ceramika i aluminium.

Projektując budynek architekt Jan Zdanowicz z szacunkiem odniósł się do zastanej przyrody. Podcienia zaprojektował tak, by mogły przez nie swobodnie rosnąć drzewa. To rozwiązanie, które podziwiamy we współczesnej architekturze, a należy pamiętać, że mamy do czynienia z budynkiem z wczesnych lat 70.

Budynek jest nie tylko unikatowym dziełem architektury, ale również bardzo rzadkim przykładem w pełni zachowanego wystroju, pochodzącego z początku lat 70., o potwierdzonym autorstwie, a tym samym doskonałym dokumentem wzornictwa obejmującym elementy oświetlenia, meblarstwa i dekoracji wnętrz – czytamy w komunikacie Agnieszki Żukowskiej, Rzecznik Prasowej Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Wnętrze zachwyca spiralną klatką schodową wyłożoną czarnym sjenitem. Z kolei wewnętrzny dziedziniec zdobi unikalna, ażurowa konstrukcja. Oryginalne są także meble w części kawiarni i bufetu. Wchodząc do środka można pomyśleć, że czas się tutaj zatrzymał.

Budynek był też bohaterem serialu Rojst w reżyserii Jana Holoubka. Jego wnętrze zaaranżowano na redakcję “Ekspresu Wieczornego”. Mamy nadzieję, że strona polska i węgierska dojdą do porozumienia, a „Mister Warszawy” odzyska dawny blask.

źródło: Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków