Angielski lekarz i botanik Robert John Thornton ponad 200 lat temu zamarzył o wydaniu botanicznego dzieła. Nieliczne zachowane egzemplarze osiągają dziś zawrotne kwoty. Limitowaną wersję prac w nowej interpretacji stworzył krakowski artysta Krzysztof Radoszek, czyniąc je dostępnymi dla każdego.

Pod koniec XVIII wieku angielski lekarz i botanik Robert John Thornton (1768–1837) zamierzał oddać hołd dokonaniom szwedzkiego przyrodnika Karola Linneusza (1707–1778), wydając „New Illustration of the Sexual System of Carolus von Linnaeus”. Rozmach planów inicjatora, obejmujących zwłaszcza wykonanie 70 rycin botanicznych przeznaczonych do ostatniej części książki, zatytułowanej „Temple of Flora”, zdawał się nie uwzględniać jednak ani trwającej wówczas wojny, ani wzrostu podatków czy kosztów życia. Marzenie Thorntona o stworzeniu dzieła botanicznego, które w warstwie naukowej dorówna publikacjom niemieckim, a jego walory estetyczne zdeklasują artyzm współczesnych mu francuskich rycin botanicznych, ma zostać sfinansowane z wpłat subskrybentów.

Wykonaniem ilustracji zajęli się znamienici artyści: Sydenham Edwards, James Sowerby, Peter Henderson czy Philip Reinagle, a mistrzowie grafiki, jak Francesco Bartolozzi, Richard Earlom czy John Landseer, przenieśli je na płyty drukarskie, często łącząc niemal wszystkie znane wówczas techniki, w tym akwatintę, mezzotintę, miedzioryt i akwafortę. Ryciny odbijane były barwnie, a gotowe, ręcznie podkolorowane i korygowane plansze celowo różniły się od siebie. Każdy egzemplarz książki miał być niepowtarzalny – mówi krakowski artysta Krzysztof Radoszek (a także jak o sobie mówi: entuzjasta nauk przyrodniczych i przyrodnik amator).

Wpłaty subskrybentów okazały się jednak mizerne w stosunku do kosztów produkcji osobliwych i luksusowych woluminów. Przedsięwzięcia nie uratowało nawet zamieszczenie karty z dedykacją dla Zofii Charlotty Mecklenburg-Strelitz, żony króla Anglii Jerzego III, patronki i mecenaski sztuk, zdolnej botaniczki amatorki. Nakładów pieniężnych wystarczyło na realizację 33 rycin do każdego tomu. Towarzyszące im teksty przesycone są natchnionym patosem i suto przybrane poezją, ale nawiązujące do pism Linneusza opisy rozmnażania płciowego roślin, odkrywanie paraleli z seksualnością zwierząt oraz podkreślająca zmysłowość, jawnie buduarowa frazeologia wprawiały niektórych odbiorców w zakłopotanie lub wręcz wywoływały zgorszenie. Ostatecznie dzieło Thorntona osiągnęło nakład około 800 egzemplarzy, które ukazały się w latach 1799–1812. Wyrosłe ze szlachetnych pobudek zamierzenie wpędziło pomysłodawcę w finansowe tarapaty.

Na tle oświeceniowych arcydzieł botanicznych „Temple of Flora” wyróżniała się nie tylko sugestywnością przedstawionych w nieco teatralnym otoczeniu roślin, lecz także ich personifikacją w opisach fabularnych. Choć dla angielskiego lekarza wierność naturze była niewątpliwie jednym z kluczowych założeń, nie sposób nie dostrzec tu zwiastującej epokę romantyzmu próby stworzenia mrocznych obrazów-misteriów. Detale umieszczone jakby mimochodem na drugim planie: wieża z zegarem wybijającym północ, wulkan w trakcie erupcji czy rozkołysany falami statek wyrafinowaniem i symboliką daleko wykraczają poza standard stosowanych zwykle sztafaży. Pośród osiemnastowiecznych atlasów z rycinami roślin wyabstrahowanych na neutralnym tle niczym w zielniku publikacja Thorntona stanowiła ewenement, doceniony zwłaszcza w późniejszej recepcji zarówno przez badaczy, jak i osoby uwielbiające botaniczne ilustracje.

Oryginalne wydanie „Temple of Flora” przetrwało do czasów współczesnych w nielicznych egzemplarzach, osiągających zawrotne ceny na aukcjach antykwarycznych. Stąd decyzja krakowskiego artysty Krzysztofa Radoszka o wykonaniu niskonakładowej serii kolekcjonerskich reprodukcji, co z jednej strony ma być kontynuacją projektu autora wraz z poszerzeniem jego zamierzenia o wymiar użytkowy – możliwość obcowania z tak niezwykłymi dziełami na co dzień. – Przygotowując serię reprodukcji wybraliśmy najbardziej intrygujące i najpiękniejsze plansze oraz reprezentacyjne cytaty, umożliwiając nadanie tej współczesnej odsłonie dzieła Thorntona charakteru zwięzłej wizualno-tekstowej antologii. Autorskie komentarze i fragmenty poetyckie, w oryginale uzupełniające ryciny botaniczne o szerszy kontekst kulturowy i historyczny, zostały z kolei przywołane w formie krótkich cytatów, którym towarzyszą wolne przekłady na język polski – mówi Krzysztof Radoszek, który od dawna jest związany z tematyką botaniki w sztuce. W minionym roku był między innymi kuratorem wyjątkowej wystawy prac „Rośliny i zwierzęta. Atlasy historii naturalnej w epoce Linneusza” organizowanej przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie.

Polski tytuł „Flora. Jej królestwo” to swobodna wariacja, w której świadomie zrezygnowano ze słowa „świątynia” jako nie dość pojemnego znaczeniowo i nieco nachalnego symbolicznie. W tabeli zestawiono nazwy roślin użyte przez autora oraz ich współczesne odpowiedniki: naukowe nazwy łacińskie i polskie oraz zwyczajowe angielskie – uzupełnia Anna Krzeczkowska-Ślusarczyk, współpracująca z Krzysztofem Radoszkiem przy powstaniu serii.

Jak wyglądał proces stworzenia prac w nowej odsłonie? Wysokiej rozdzielczości skany zostały poddane zaawansowanemu retuszowi cyfrowemu w trosce o jak najlepsze wrażenie estetyczne i możliwość docenienia zamierzonej perfekcji oryginałów. Usunięto również wyraźne skazy i zabrudzenia, nieintencjonalne kropki lub plamki (powstałe w trakcie odbijania lub później) oraz kolekcjonerskie lub biblioteczne dopiski ołówkiem. Wyretuszowano powstałe z czasem tłuste przebicia tekstów z odwrotów plansz. Uzupełniono ubytki lub przetarcia rycin. Wynikające z naturalnego gestu ślady pędzla, wychodzące poza obrys kształtu lub brzeg kompozycji, pozostawiono bez ingerencji. Wyprostowano ryciny odbite skośnie lub zniekształcone na skutek pracy papieru pod prasą. Podłoże rozjaśniono, aby częściowo odwrócić efekt starzenia się papieru, a na potrzeby łącznej prezentacji ujednolicono jego odcienie i uzupełniono u dołu do praktycznego formatu A3. Kolorystyka rycin została oczyszczona, a w ciemnych partiach miejscowo poprawiono ekspozycję.

Więcej informacji można znaleźć na Instagramie: @sempervivumcuriosum. W ramach działalności grupy SemperVivum stworzonej przez Krzysztofa Radoszka poszukiwane są arcydzieła historii naturalnej w zasobach cyfrowych bibliotek znajdujących się w domenie publicznej, poddawane bardzo precyzyjnemu retuszowi oraz uzupełniane o informacje naukowe lub historyczne. Dzięki temu działalność ma również walor edukacyjny. Następnie są one drukowane w seriach niewielkich nakładów, co jest także działaniem proekologicznym – na rynek trafia tylko taki nakład, który zgodnie z zamierzeniem twórcy na pewno znajdzie odbiorcę, nie zalegając tym samym w magazynach lub na półkach księgarni.

Czytaj też: Ciekawostki | Sztuka | Rośliny | Sztuka | whiteMAD na Instagramie

Krzysztof Radoszek – absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, graphic designer z zawodu i z pasji. Blisko 20 lat doświadczenia zawodowego i około 70 znaczących projektów publikacji. Specjalność: artystyczne projekty wydawnictw albumowych oraz oryginalne kampanie wizerunkowe ważnych instytucji kultury i wydarzeń w kraju i za granicą (m.in. dla: Międzynarodowe Centrum Kultury, Europa Nostra, Miasto Kraków, Muzeum Narodowe w Krakowie, Zamek Królewski na Wawelu, Komisja Europejska). W swoich pracach zabiega o uzyskanie efektów perfekcyjnych projektowo, ale równocześnie zwyczajnie i zrozumiale ładnych, komunikatywnych i uniwersalnie przemawiających do każdego odbiorcy. Entuzjasta nauk przyrodniczych, przyrodnik amator. Uważny obserwator i „czuły narrator” wizualny, z nieuleczalnym odciskiem od ołówka (a obecnie od komputerowego piórka).

Tekst: Tomasz Kobylański
Zdjęcia: SemperVivum, Instagram: @sempervivumcuriosum / Krzysztof Radoszek