Opuszczony dworzec w 1989 r., fot. Bruce Fingerhood, wikimedia, CC 3.0

Chcą uratować największy opuszczony dworzec Ameryki w Buffalo

Ten monumentalny artdecowski dworzec ucieleśnia tragiczną historię amerykańskiej kolei. Dziś Buffalo Central Terminal wygląda jak wyjęty z filmu postapokaliptycznego, ale do lat 50. był to symbol potęgi Buffalo w stanie Nowy Jork. Jednak mimo zaniedbań detale art déco i ciężka bryła przetrwały zagładę, a dziś organizacje prowadzą zaawansowane prace remontowe, dzięki którym symbol miasta wróci do świetności. Co więcej, renowacja budynku pokazuje, że kolej pasażerska w USA powoli wstaje z kolan.

Pechowiec

Choć zdobiona, potężna bryła dworca może emanować siłą i bogactwem, to w rzeczywistości cała historia budynku jest niezwykle pechowa. Budowa głównego dworca dla prężnie rozwijającego się Buffalo na północy stanu Nowy Jork wydawała się genialnym pomysłem w latach 20. XX w. Kolej w mieście funkcjonowała jeszcze przed wojną secesyjną, a dynamiczny rozwój przemysłowego Buffalo sprawił, że kolejowi magnaci chętnie budowali nowe stacje swoich linii w mieście. Problem w tym, że w roku zakończenia budowy w kraju wybuchł Wielki Kryzys, który pogrążył amerykańską gospodarkę na lata.

Projekt dworca głównego zlecono mistrzowi w swojej dziedzinie. Architekt Alfred T. Fellheimer pracował przy najwspanialszych dworcach USA takich jak np.: Grand Central Station w NYC, pierwszy artdecowski dworzec w pobliskim Erie oraz zachwycający Union Terminal w Cincinnati, o którym można przeczytać TUTAJ. Warto wspomnieć, że architekt inspirował innowacyjnymi projektami fińskiego geniusza Eliela Saarinena, który zaprojektował dworzec w Helsinkach i odrzuconą propozycję wieżowca Chicago Tribune Tower.

Inwestycja zapowiadała się świetnie. Magnaci kolejowi z Nowego Jorku, Pensylwanii, a nawet Kanady zapowiadali ponad 200 pociągów i 10 tys. pasażerów dziennie na Buffalo Central Terminal. Architektura dworca miała pokazywać potęgę ówczesnej techniki. Z tego powodu masywna, uskokowa wieża wzbija się na 82 m. Poza typowymi dla art déco uskokami widoczne są również przypory i geometryczne wzory.

fot. Warren LeMay, flickr, CC 2.0

Dworzec widmo

Hala dworcowa jest równie imponującym miejscem. Wysokie na prawie 20 m sklepienia ciągną się przez 70 m hali. Podłogi i ściany wyłożono różnymi rodzajami marmuru, a na suficie zamontowano popularne w tamtych czasach płytki Guastavino, o których można przeczytać też TUTAJ i TUTAJ. Specyficzna budowa i kształt płytek pomaga wyciszyć gwarną halę. Warto również zwrócić uwagę na miedziane, stalowe i brązowe detale takie jak obudowa stojącego na cokole zegara, kraty, napisy czy pomnik bizona. W amerykańskim języku potocznym na bizona mówi się właśnie „buffalo”, choć w rzeczywistości jest to inne zwierze.

Niestety Buffalo Central Terminal podzielił los wszystkich innych wspaniałych dworców USA z pierwszej połowy XX w. Po wojnie kolej pasażerska załamała się na rzecz samochodów, a w latach 70. dworzec został przejęty przez państwowy Amtrak. Z jednej strony powołanie firmy Amtrak uratowało prywatne linie kolejowe, które skupiły się na pociągach towarowych, ale z drugiej ruch pasażerski w zasadzie zniknął z kraju. W 1979 r. budynek został sprzedany lokalnemu przedsiębiorcy, a w październiku tego samego roku ostatni pociąg odjechał z wielkiego, lecz pustego dworca.

Przedsiębiorca Anthony Fedele chciał przekształcić gmach w hotel, ale po kilku latach okazało się, że inwestycja przekracza jego możliwości finansowe. Mimo braku środków Fedele starał się dbać o cenną architekturę dworca, a w 1984 r. budynek został wpisany na państwowy rejestr zabytków (NRHP). Wpis uchronił dworzec przed wyburzeniem, ale mimo takiego statusu budynek niszczał przez kolejne dekady.

fot. Warren LeMay, flickr, CC 2.0

Dobre wieści

W 1997 r. powołano organizację non-profit Central Terminal Restoration Corporation (CTRC), która kupiła dworzec i zobowiązała się uratować zabytkowy gmach. Jednak mimo prawie 30 lat pracy dopiero teraz inwestycja wkracza w drugą fazę dziesięcioletniego planu renowacji. Kompleks dworcowy jest ogromny i rozciąga się na obszarze 5 ha. Warto dodać, że pierwotnie na terenie dworca funkcjonowały: sortowania poczty, dworzec autobusowy, bufety, kasy biletowe, biura korporacji kolejowych i 7 dużych peronów. Na szczęście CTRC regularnie otrzymuje duże dotacje od stanu Nowy Jork, przez co prace idą zgodnie z planem.

Po zakończeniu remontu za ponad 300 mln dolarów przestrzeń dworca zostanie zagospodarowana pod biura, lokale usługowe, przestrzenie na wydarzenia, biura start-upów oraz przystępne mieszkania. Przed dworcem powstanie też ogromny park, a dawny symbol upadku Buffalo wróci do zrewitalizowanej tkanki miejskiej.

Warto dodać, że kolej w USA powoli wraca do łask, choć jest to długi i żmudny proces. W różnych miastach i aglomeracjach można obserwować próby wskrzeszenia lub stworzenia sensownej kolei lokalnej. Tym bardziej cieszy fakt, że w dawniej upadających miastach Pasa Rdzy (Detroit, Buffalo, Pittsburgh) zaczynają rozwijać się systemy lekkiej kolei i tramwajów. Choć do Buffalo Central Terminal raczej nie przyjadą już pociągi, to miasto planuje przeznaczyć 2 mld dolarów na rozwój systemu szybkiego tramwaju Metro Rail i kolei aglomeracyjnej. Obecnie w USA funkcjonuje 27 systemów szybkich tramwajów/lekkiej kolei.

Źródło: Buffalo Central Terminal

Czytaj też: Architektura | Dworzec kolejowy | Stany Zjednoczone | Art Deco | Zabytek | whiteMAD na Instagramie