Wśród atrakcyjnych projektów przestrzeni miejskiej, będących trafną odpowiedzią na potrzeby mieszkańców, w Polsce wciąż przybywa także kontrowersyjnych realizacji tego typu. Często wzbudzających irytację tych, którym przychodzi korzystać z danego miejsca, jak i rozbawienie osób znających temat wyłącznie z mediów. Ostatnim przykładem takiej realizacji jest rynek z podziemnym parkingiem w Kutnie. Tego typu placów jest w Polsce znacznie więcej, by wymienić choćby rynki w Skierniewicach, Włocławku czy Lubaczowie. Dlaczego tak się dzieje? Na kluczowe pytanie odpowiedział nam architekt Piotr Orzeszek z krakowskiej pracowni architektonicznej Stvosh.

12 lat temu, według projektu autorstwa pańskiej pracowni, gruntownie przebudowany został krakowski Plac Matejki. Czy spotkał się pan z negatywnymi opiniami na temat tej realizacji?

Piotr Orzeszek: Nie… Choć jasnym jest, że nie wszystko musi podobać się wszystkim, to nie  spotkałem się z negatywnymi opiniami na temat tej realizacji. Jeśli podczas projektowania placu architekt ma na uwadze każdą skalę, rozmawia, pamięta o wszystkich aspektach i realnych potrzebach mieszkańców, wówczas jego wizja – najprawdopodobniej – spotka się z przychylnym odbiorem i powszechną akceptacją. Wspomniany plac jest użytkowany bardzo intensywnie, jest funkcjonalny i dobrze spełnia swoją rolę. Świadczy to chyba o tym, że najwyraźniej zaprojektowaliśmy go prawidłowo. Plac Matejki w nowej odsłonie krakowianie zaakceptowali praktycznie od razu, chętnie przysiadając tu na ławkach czy na słynnych już kamiennych słupkach, które rozmieściliśmy na całej jego powierzchni. Ta część miasta stała się przyjemniejsza do spędzania czasu i bardziej funkcjonalna, niż miało to miejsce wcześniej.

Piotr Orzeszek

Plac Matejki w Krakowie, fot. Stvosh

Jak pan zatem myśli, dlaczego w niektórych polskich miastach wciąż powstają realizacje tak szeroko komentowane w mediach? Miejsca, które po remoncie prezentują się gorzej niż przed nim?

W przypadku wszystkich placów miejskich i rynków architekci borykają się z podobnym problemem. Miejsca te mają łączyć w sobie wartości historyczne czy patriotyczne, stanowiąc jednocześnie przyjazną przestrzeń dla ludzi – z dużą ilością zieleni i wypoczynkowej powierzchni, żeby mieszkańcom było tu po prostu wygodnie i komfortowo.

Istnieją nawet pewne „złote proporcje” kompozycyjne, stanowiące swoistą receptę na dobry, a właściwie przyjazny w odbiorze plac miejski, jeśli chodzi o ilość tak oczekiwanej przez wszystkich zieleni. Jest to na prawdę spore uproszczenie, ale chodzi o to, że połowę, ewentualnie 1/3 powierzchni powinno się przeznaczać na część zieloną, reszta może zostać wybrukowana. Inną możliwością jest podzielenie zieleni np. na cztery połacie przy jednoczesnym wybrukowaniu reszty powierzchni. Mówię to, chcąc zobrazować problem, choć jednocześnie to dość spore uproszczenie – każdy przypadek jest przecież inny i nie ma tak naprawdę uniwersalnego rozwiązania.

Potrzebne jest w takich sytuacjach wyczucie, doświadczenie, a w końcu pewnie i talent… Mogę sobie wyobrazić np. plac prawie pozbawiony zieleni, który jednak poprzez ukształtowanie terenu, ciekawą i liczną małą architekturę oraz nietuzinkowe otaczające pierzeje z licznym detalem architektonicznym odbierany będzie jako przyjazny, ludzki w skali i nie odstraszający ilością utwardzonych powierzchni. W wyobraźni widzę też np. koncepcję placu w całości wybrukowanego, ale na całej jego powierzchni umieszczam pojedyncze drzewa (regularnie lub losowo, choć w zakomponowany sposób). Uzyskujemy w ten sposób wybrukowanie, tak lubiane przez zarządzające tymi powierzchniami władze miast, ze względu na łatwość utrzymania – zieleń wymaga przecież pielęgnacji, podlewania, oprysków, dosadzeń, przycinania itp.  Jednocześnie spora ilość pojedynczych drzew daje z daleka efekt rzadkiego zagajnika, a będąc na placu, zobaczymy, że znaczna jego powierzchnia będzie zacieniona (mamy przecież na niej pełno zieleni). Dodatkowo jak pomyślę, że drzewa mogą mieć nazwy lub numerki, może powstać swego rodzaju zabawa związana z umawianiem się przy konkretnym drzewie. Drzewa mogą też sadzić darczyńcy lub politycy – pomysł pojedynczych drzew na placu daje więc naprawdę spore możliwości.

Opisane przykłady rozwiązań, które w każdym przypadku pozwalają z jednej strony dać utwardzone miejsce np. na obchody patriotyczne, stragany lub tablice historyczne, jednocześnie gwarantują sporą ilość tak oczekiwanej w miastach zieleni i ludzką skalę całego założenia. Taka jest teoria kompozycji. Wydaje się to proste, prawda?

Owszem, zatem dlaczego nie wszyscy architekci przy tego typu realizacjach trzymają się tych zasad, pomysłów, idei?

Ciężko jest tu jednoznacznie wyrokować. Rzadko kiedy jest to jednak zamysł samego architekta odpowiedzialnego za projekt. Najczęściej to same władze lokalne uważają, że jeśli rynek ma wyglądać dumnie i reprezentacyjnie, to musi on być wybetonowany czy wyłożony kamieniem. Drzewa i ogólnie pojęta zieleń nie wpisują się w to wyobrażenie. Poza tym zieleń wymaga sprzątania liści, regularnego przycinania itd. Niektórzy architekci przyjmują zatem po prostu zlecone zadanie, realizując je według założeń władz miejskich. Zaznaczam jednak, że zgaduję, bo tak naprawdę tego nie wiem.

Tymczasem przy okazji tego typu realizacji uwypuklane powinny być walory historyczne i kulturowe danego miejsca przy zachowaniu ludzkiej skali i użyteczności. Oprócz pomysłu na kompozycję, na formę całego założenia, znaczenie ma także kolor. I tutaj okazuje się, że na człowieka najlepiej działa zieleń, która odbierana jest po prostu neutralnie, pozytywnie i uspokajająco. Każdy z nas ją co najmniej akceptuje. Atawizm. Ponadto zieleń oczywiście daje cień, poprawia jakość powietrza, nawilża i wizualnie „zmiękcza” otaczającą zabudowę. Nawet ludzie żyjący w miastach i kochający tkankę miejską, naturę zawsze odbierają pozytywnie.

W kompozycji warto również zadbać o kontrasty i dynamikę. Człowiek lubi, kiedy wokół niego coś się dzieje, kiedy nie ma przesadnej monotonii. Jeśli natomiast plac jest w całości zabetonowany, równomierny, wokół robi się po prostu nudno. Płaski plac z wielkimi drzewem na środku – szok. Rzadki lasek na całej powierzchni – powiązanie parku z placem. Połowa zieleni na pofalowanej powierzchni, polowa płaska i wybrukowana – kontrast i dynamika. Pomysły mogę tak mnożyć…

Rozumiem, ale z drugiej strony mnóstwo jest przecież pięknych, słynnych placów, choćby w Rzymie, Wenecji czy Florencji. Tam również zieleni praktycznie nie ma!

Rzeczywiście. Warto się zatem zastanowić, z czego to wynika. Moim zdaniem wpływ na to ma wiele czynników. Słynne włoskie piazze pochodzą najczęściej z renesansu, a więc okresu, kiedy architektura tego kraju robiła, robi zresztą do dziś, ogromne wrażenie. Czy więc były tam one zrobione z większym wyczuciem smaku? Bez wątpienia. Czy architektura dookoła jest zgrabniejsza i bardziej efektowna? Zdecydowanie tak.

Dodajmy do tego, że Polacy najczęściej jeżdżą do Włoch w celach urlopowych, z reguły towarzyszy nam tam więc po prostu wakacyjna atmosfera, która sprawia, że człowiek łatwiej popada w zachwyt. Być może tamtejsi mieszkańcy narzekają na to tak samo, jak my w Polsce? Nie jestem w stanie stwierdzić tego z całą pewnością, jednak fakt jest taki, że place w tego typu zagranicznych miastach są dla nas o wiele bardziej akceptowalne, ba, są wręcz turystycznymi atrakcjami, podczas gdy w Polsce ten przysłowiowy już „betonowy rynek” spotyka się z gromem krytyki.

Jak zatem można starać się te współczesne zalane betonem place urozmaicać?

Istnieje pewien stały zestaw elementów, które bardzo urozmaicają place, zarówno pod względem użytkowym, jak i kompozycyjnym. Mam tu na myśli różnego typu maszty, kolumny, fontanny, różnice terenu (a więc schody), słupki (jak choćby te zaprojektowane przez nas w przypadku Placu Matejki), nie mówiąc już o różnorodności powierzchni wybrukowanej. Może być ona zrobiona z wykorzystaniem kostki, chropowatych, jak i bardziej błyszczących płyt oraz wielu innych materiałów. Nawet linie odwodnienia tworzą pewną kompozycję.

Wszystkie te zabiegi można stosować na wszelkiego typu placach, oczywiście pod warunkiem zachowywania jakiejkolwiek zieleni. A tej nie musi wykluczać nawet parking podziemny, zlokalizowany pod płytą rynku. Można bowiem zrobić w nim miejsca na ziemię (sadzając drzewa na powierzchni) lub na powierzchni rynku czy placu ustawić choćby duże donice. Można w ten sposób sadzać nie tylko trawę czy krzewy, ale również niektóre gatunki drzew z rosnącymi pionowo korzeniami lub małymi wymaganiami glebowymi. Wystarczy już kilka tego typu drzew, a plac czy rynek od razu nabiera bardziej przyjaznego, ludzkiego charakteru. Dlatego projektując place, należy zawsze myśleć o wszystkich wartościach. Nie tylko historycznych, kulturowych i użytkowych.

Mamy w Krakowie plac Plac Bohaterów Getta nazwany przez niektórych mieszkańców po otwarciu „betonowym placem krzeseł”. Proszę to skomentować.

To pierwsze wrażenie niektórych odbiorców, którzy widzą tylko wybrukowaną powierzchnię i absurdalny zbiór krzeseł. Faktycznie zieleni jest tam niewiele, ale jest to projekt bardzo intelektualny, pobudzający wyobraźnię, dający do myślenia i odnoszący się do historii. Można powiedzieć: elitarny. Z drugiej jednak strony, dla zwykłego użytkownika, jak Pan powiedział, może być on mało atrakcyjny. Osobiście uważam, że wartością jest różnorodność przestrzeni miejskich i odmienność ich zagospodarowania. Wolę konsekwentnie zaprojektowaną przestrzeń, którą nie wszyscy akceptują, od nudnej powierzchni, która może i jest szerzej akceptowana, tak naprawdę będąc jednak przy tym nijaką, mdłą i nie zwracającą uwagi.

Piotr Orzeszek

Plac Bohaterów Getta w Krakowie, fot. Mister No, Wikimedia Commons

Dlatego też niektóre place z dużą ilością utwardzonych powierzchni wymagają obrony. Zdarza się bowiem, że wartości kulturowe, historyczne i intelektualne, pobudzające wyobraźnię i myślenie, są równie ważne, jak kilka dodatkowych drzew. Choć zdecydowanie nie jestem zwolennikiem ich bezmyślnego wycinania, to jednocześnie uważam, że zawsze trzeba oceniać sprawę z każdej możliwej strony. Drzewo i kostka brukowa nie są najważniejsze. Projekt zawsze wykonuje się dla ludzi.

Czytaj też: Miasto | Urbanistyka | ZieleńArchitektura w Polsce | whiteMAD na Instagramie