Oki Doki powstało w jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków Wrocławia – dawnym domu towarowym braci Barasch, znanym dziś jako Feniks. Lokal mieści się poza częścią handlową, z własnym wejściem od ulicy Szewskiej 75, czyli jednego z trzech historycznych adresów gmachu. To miejsce, które dopisuje nową warstwę do ponadstuletniej historii budynku, nie odcinając się od jego charakteru.
Feniks od 1904 roku towarzyszy codziennemu życiu miasta. W czasach Baraschów uchodził za jeden z najnowocześniejszych domów towarowych Europy, nazywany świątynią komercji, z podświetlanym szklanym globusem dźwiganym przez sfinksy i – od 1929 roku – pierwszymi we Wrocławiu schodami ruchomymi. Po wojnie wrócił do handlu jako dom spółdzielczy, od 1965 roku nosi nazwę Feniks, a od 1970 roku figuruje w rejestrze zabytków. Oki Doki zajęło przestrzeń, w której przez lata działał sklep z tkaninami, odwiedzany przez wrocławian szyjących ubrania samodzielnie lub na miarę. Ta ciągłość – kupowania rzeczy, którymi wyraża się siebie – stała się ważnym punktem odniesienia dla projektu.
Projektowanie od strategii
Prace nad wnętrzem nie rozpoczęły się od szkiców, lecz od zdefiniowania odbiorców i zasad, które miały prowadzić cały projekt. Zespół strategiczny marki określił, że Oki Doki powstaje dla ludzi przebodźcowanych, potrzebujących obecności innych, ale bez presji rozmowy. Z tej myśli wyprowadzono koncepcję „razem w samotności” – współczesną interpretację trzeciego miejsca Raya Oldenburga, przestrzeni pomiędzy domem a pracą, w której można po prostu być.
Wnętrze miało tę zasadę przełożyć na przestrzeń. Stąd decyzje o tym, jak prowadzi się wzrok gościa, gdzie można usiąść, czego w lokalu celowo nie ma i jak komunikują się z odbiorcą poszczególne elementy: kobaltowy mural, lustro z hasłem przy wejściu, menu wydrukowane na zwykłym papierze i przyklejone taśmą do ściany, a także sposób, w jaki odzywa się obsługa. Każdy detal jest formą kontaktu.
Punkt wyjścia
Kluczowym elementem zastanej przestrzeni były schody. Od początku było jasne, że projekt ma dwie drogi – można je usunąć albo uczynić z nich centralny motyw miejsca. Wybrano drugą opcję. Schody stały się osią kompozycji, a ich obecność wymusiła precyzyjne planowanie układu funkcjonalnego w niewielkim lokalu, który nigdy nie był projektowany z myślą o gastronomii.

Trzeba było uniknąć dwóch skrajności: wnętrze nie mogło być ani zbyt dekoracyjne, ani zbyt sterylne. W trakcie prac wracało ryzyko stworzenia chłodnego concept store’u albo galerii – przestrzeni efektownej na zdjęciach, lecz nieprzyjaznej do spędzania czasu. Jednocześnie układ instalacji, wentylacji, wody i elektryki musiał zostać podporządkowany istniejącym punktom i ograniczeniom konstrukcyjnym. Bar podzielono na cztery strefy – zmywanie, kawę, matchę i wydawanie – tak aby praca przebiegała jednokierunkowo, bez krzyżowania się osób za barem, a elementy techniczne pozostawały poza zasięgiem wzroku gości.
Praca z historią
Po zerwaniu okładzin z płyt kartonowo‑gipsowych odsłonił się zabytkowy drewniany strop i dawne ściany o wyrazistej fakturze. Projektantki Barbara Szymczak i Dobrochna Rajcic zestawiły tę surowość z lustrami, industrialnym metalem i naturalnym drewnem, tworząc przestrzeń, która łączy miejski charakter ze spokojem pozwalającym złapać oddech w centrum miasta. Minimalizm przełamano jednym mocnym akcentem – muralem Beaty Rojek, którego dynamiczna forma schodzi ze ściany na podłogę i prowadzi przez większość lokalu. To świadome odejście od powtarzalności, która dominuje w wielu współczesnych wnętrzach.
Kierunek estetyczny zmieniał się wielokrotnie: od zieleni, przez miejską surowość i celowy brud, po powrót do bieli. Ostatecznie stanęło na minimalizmie z kobaltowym akcentem, zgodnym z założeniami marki. Odrzucono estetykę słodkiej Japonii – od lampionów po maskotki – bo Oki Doki miało być miejską marką z Wrocławia, a nie tematycznym parkiem. Przyjęto, że miejsce musi być „jakieś”, nawet jeśli nie wszystkim przypadnie do gustu.
Lustrzany bar jak scena
Centralnym punktem Oki Doki jest lustrzany bar, który działa jak scena i tło jednocześnie. Odbija gości, ruch ulicy i mural, dzięki czemu 58 m kw. optycznie rośnie, a każdy, kto podchodzi po zamówienie, widzi w nim siebie. Motyw lustra wraca także przy wejściu, gdzie zamiast tablicy kredowej stoi lustro z hasłem. To nawiązanie do tradycji budynku – wnętrza domu towarowego Baraschów zdobiły kryształowe lustra, a nad główną klatką schodową wisiało gigantyczne lustro odbijające szklany dach.
Oki Doki specjalizuje się w autorskich napojach na bazie matchy i starannie parzonej kawie. Menu, stworzone przez Michalinę Kolasę, rozwija ideę trzeciego miejsca: neutralnej przestrzeni, w której można być wśród ludzi bez presji i zobowiązań. Wypieki z lokalnych pracowni wykańczane są na miejscu, a całość tworzy doświadczenie, które łączy pokolenia – od tych, którzy kupowali tu tkaniny, po tych, którzy szukają dziś miejsca na chwilę oddechu.
projekt: Dobrochna Rajcic, współpraca: Barbara Szymczak
zdjęcia: Migdał Studio
Czytaj też: Wrocław | Restauracja | Polecane | Wnętrza | whiteMAD na Instagramie




