Monika Michałowska zaprojektowała 63-metrowe mieszkanie na warszawskim osiedlu WSM Koło II, w którym oryginalny jesionowy parkiet sąsiaduje z zielonym kwarcytem, meblami vintage i sztuką. Wnętrze powstało dla historyczki sztuki i agentki nieruchomości Marty Gawędy oraz jej partnera, adwokata i miłośnika historii. To fuzja szacunku do zastanej architektury i codziennych potrzeb mieszkańców.
Historia tego adresu zaczyna się od osiedla zaprojektowanego w 1947 roku przez Helenę i Szymona Syrkusów. Modernistyczne budynki z cofniętymi parterami, słupami i perforowanymi osłonami klatek schodowych wznoszono z użyciem gruzobetonu wytwarzanego z ruin Warszawy. To tutaj Pablo Picasso narysował w jednym z mieszkań słynną Syrenkę z młotkiem. W takim otoczeniu właściciele szukali przestrzeni na własne zbiory i przedmioty, bez dosłownego odtwarzania wystroju sprzed dekad. W końcu udało im się znaleźć swoje wymarzone mieszkanie na osiedlu WSM Koło II. Michałowska zachowała tutaj jesionową podłogę, ale skorygowała układ pomieszczeń. Kosztem nieco mniejszej sypialni powiększyła część dzienną, a otwór w nośnej ścianie, zabezpieczony konstrukcyjną belką, umożliwił otwarcie kuchni na salon.
Szerokie przejście z zaokrąglonymi narożnikami ciekawie kadruje widok na kremową zabudowę kuchenną. Spokojne fronty z uchwytami marki HVYT są tłem dla zielonego kwarcytu o wyrazistym użyleniu. Kamień pokrywa blat i ścianę ponad nim, a kremowo-burgundowa szachownica na podłodze wprowadza kolejny mocny wzór. Kuchnia dobrze oddaje sposób pracy projektantki: łagodne kolory dużych powierzchni pozwalają wyeksponować dekoracyjne materiały i detale. Nawet ceramiczne włączniki oraz gniazdka Katy Paty, dopasowane barwami do poszczególnych pomieszczeń, grają w tej aranżacji własną rolę.

Kuchenną zieleń podchwytują tapicerowana sofa, dywan i salonowe dodatki, którym towarzyszą róż, bordo oraz pomarańcz. Przy oknach stoi stół vintage z różnymi krzesłami, a nad nim wisi duża papierowa lampa HAY. Czeczotowy stolik kawowy Ferm Living wydobywa ciepłe tony jesionowego parkietu. Wśród obrazów znalazła się praca Andrzeja Polanowskiego, wujka właścicielki, a książki, ceramika i wyszukane przez mieszkańców drobiazgi wypełniają kolejne fragmenty wnętrza.
„Zależało mi, żeby powstało wnętrze do życia, a nie do oglądania. Takie, w którym sztuka, książki, ulubione przedmioty i meble mogą po prostu być częścią codzienności” – mówi Monika Michałowska.
W prywatnej części mieszkania kolory stają się spokojniejsze. Sypialnię otulają oliwkowo-szałwiowe ściany i lniane tekstylia, a falujące tapicerowane wezgłowie przełamuje prostą geometrię czeczotowych szafek nocnych. Bordowe kinkiety House Doctor oraz wielobarwna narzuta Hübsch ożywiają tę kompozycję. Na długiej półce nad łóżkiem znalazło się miejsce na książki, grafiki i drobne przedmioty. Podobna, szałwiowo-pistacjowa tonacja powraca w łazience wyłożonej niewielkimi kwadratowymi płytkami. Ich regularny układ przywołuje estetykę połowy XX wieku, a chromowana armatura, prosta ceramika i duże lustro uzupełniają oszczędny wystrój. Przez okno dobrze widać korony drzew.
o pracowni:
Za projektem stoi autorska pracownia Moniki Michałowskiej, absolwentki Wydziału Architektury Wnętrz łódzkiej ASP oraz londyńskiego Uniwersytetu Greenwich. Po latach współtworzenia warszawskiego studia MORR projektantka rozwija działalność pod własnym nazwiskiem. W jej realizacjach ważne są wygoda mieszkańców, naturalne materiały i swoboda w dobieraniu wyposażenia z różnych epok. Monika chętnie pracuje z historycznymi wnętrzami, odważnymi wzorami i szlachetnymi tkaninami, czerpiąc również z brytyjskiego eklektyzmu.
Źródło: monikamichalowska.com
Zdjęcia: Martyna Rudnicka
Czytaj też: Mieszkanie | Wnętrza | Apartament | Warszawa | Meble | whiteMAD na Instagramie



