Opuszczone stajnie, stodoły czy całe kompleksy PGR-owskich zabudowań to widok popularny w polski krajobrazie. Niszczejące, podupadające obiekty powoli odchodzą w zapomnienie. Inaczej jest jednak nieopodal Książa Wielkopolskiego. Tam wiedzą jak zrobić „coś” z „niczego”. Gratulujemy!

Przykro jest patrzeć gdy charakterystyczne dla polskich wsi obiekty upadają i powoli zmieniają  w ruinę. Jednak warto zadać sobie pytanie jak to zmienić oraz jak potencjalne wady przekuć w zalety. Odpowiedzi na te pytania znają w niewielkiej wsi Jarosławki leżącej w bliskiej okolicy Książa Wielkopolskiego.

Historia rozpoczyna się właśnie w tej niewielkiej wsi. Kilka lat temu, obecny właściciel kompleksu postanowił wykupić tereny należące do PGR-u mieszczącego się w dawnym folwarku. Początkowo zamysł zagospodarowania był nieco inny. W pałacyku powstać miał domek letni, jednak podczas remontu, napotkano komplikacje. Wynikały one ze złego stanu budynku. Mury, podobnie jak i cały dach wymagały gruntownej naprawy. Jednak właśnie te komplikacje doprowadziły do późniejszego sukcesu. Właściciel podjął się przekuwania wad w zalety. Po uzyskaniu dotacji postanowił wyremontować również inne obiekty sąsiadujące ze wspomnianym pałacykiem.

Jako że dostałem małą dotacje a dworek zacząłem już robić postanowiłem zrobić hotelik w jednej ze stodół. W stodołach panuje inny styl gdyż każda jest z innego okresu wiec nie było sensu wracać do każdego okresu z osobna dlatego postanowiłem je bardziej dostosować z poszanowaniem historii niż przebudowywać. TO co ludziom kojarzy się źle np. Eternit na dachu zastąpiłem płytami falistymi włóknocementowymi  wyglądającymi jak eternit ale z nutką nowoczesności bo z wysoką falą i to w kolorze grafitowym. Okna zostawiłem oryginalne szerokości ale je obniżyłem aby dać światła i można było podziwiać biegające sarny przy odrobinie szczęści

– mówi właściciel

Niezbędne okazały się jednak zmiany wynikające z przepisów. Stąd drewniany strop trzeba było przebudować na drewniany. Pomysłowość właścicieli nie kończy się jednak w tym momencie. Postanowili zalać istniejący strop betonem, a skryte pod nim deski wyciągnąć na zewnątrz. Mało tego, pozostałości po rozbiórce niepewnego stropu wykorzystano powtórnie. Trafiły one pod wykonanie stopnic schodów oraz mebli, zdobiących późniejsze lobby czy pokoje. W miejscach gdzie było to możliwe pozostawiano jak najbardziej oryginalną formę uatrakcyjniając ją starymi meblami, skrupulatnie wyszukiwanymi przez właściciela w okolicznych miejscowościach. Sam mówi z humorem :

Próbujemy cały czas szukać kompromisów żeby nie zrobić cepelii, ludwika któregoś albo kiczu. Najbliżej jak ktoś przyjeżdża to widzi lofty ale trochę „przełamane”.

Po przeróbkach stara, zrujnowana obora, będąca dawniej pomieszczeniem pod hodowlę trzody zmieniła się w tętniący życiem, elegancki hotel. Hotel o nieco surowym, lekko industrialnym stylu, który jednak nie zapomina o swojej przeszłości i tożsamości. My jesteśmy zdecydowanie na TAK. Życzymy wam i sobie więcej takich realizacji.

 

 

zdjęcia: Paulina Kania