Na warszawskim Bemowie znajduje się mieszkanie, które redefiniuje pojęcie miejskiego komfortu. To 53‑metrowa przestrzeń zaprojektowana dla singla, osoby żyjącej świadomie, ceniącej rytuały dnia i przedmioty, które mają znaczenie. Wnętrze nie epatuje efektownością – raczej zaprasza, by zwolnić, usiąść, odetchnąć i pozwolić, by codzienność płynęła własnym tempem.
Od pierwszego kroku czuć tu konsekwencję i spokój. Dominują odcienie ziemi: brązy, beże i zielenie. To nie paleta, która narzuca się wzrokowi, lecz miękka gra półcieni, przypominająca światło późnego popołudnia. Centralnym punktem salonu jest masywna sofa w głębokiej zieleni – mebel, który jednocześnie spaja przestrzeń i nadaje jej miękkości. Towarzyszy jej marmurowy stolik o wyrazistej fakturze, wprowadzający do wnętrza naturalny chłód kamienia i subtelną elegancję.
Architekt prowadzący projekt podkreśla, że celem było stworzenie miejsca, które „jest tłem dla życia – nie scenografią, która narzuca ton”. I rzeczywiście, mieszkanie nie próbuje dominować. Zamiast tego otwiera się na użytkownika, pozwalając mu dopisać własną historię.
Odpowiada na potrzeby
Kuchnia stanowi naturalne przedłużenie strefy dziennej, choć ma swój wyraźny charakter. Ciepłe drewniane fronty zestawiono tu z metalicznymi powierzchniami i dolną zabudową o wyrazistym rysunku słojów. Ten rytm, niemal graficzny, wprowadza do wnętrza dynamikę, nie odbierając mu harmonii. Nad stołem zawisła czerwona lampa Flowerpot – jedyny mocny akcent kolorystyczny w całym mieszkaniu, który przełamuje stonowaną paletę w bardzo atrakcyjny sposób. Metalowe krzesła inspirowane Bauhausem wprowadzają odrobinę modernistycznej nuty, równoważąc miękkość pozostałych materiałów.
W salonie uwagę przyciąga… światło! Przesączone przez lniane zasłony, rozlewa się po wnętrzu równomiernie, bez ostrych kontrastów. Ściany pozostawiono niemal puste, dzięki czemu pojedyncze dzieło sztuki wybrzmiewa mocniej, stając się świadomym, a nie dekoracyjnym wyborem. Otwarta biblioteczka pozwala na osobiste akcenty – książki, pamiątki, fotografie – lecz niczego nie ma tu za dużo. Każdy przedmiot ma swoje miejsce, a przestrzeń oddycha. Ustawianie pamiątek i dodatków pozwala szybko zmienić aranżację wnętrza.
Część prywatna
Sypialnia została zaprojektowana jak ciche sanktuarium. Ciepłe brązy i zielenie tworzą spokojny rytm, a obraz nad łóżkiem spaja całość, nie dominując jej. W tej samej przestrzeni znalazło się biurko, zaprojektowane tak, by sprzyjać skupieniu. Lustrzana komoda subtelnie oddziela strefę pracy od strefy odpoczynku, pozwalając na płynne przechodzenie między trybami dnia.

Łazienka to najbardziej intymna część mieszkania. Płytki w prysznicu mają głęboki, butelkowy odcień zieleni i nieregularną powierzchnię, która pięknie odbija światło. W zestawieniu z drewnem i mosiężnymi detalami tworzą atmosferę przypominającą kadr z kameralnego hotelowego spa – wyciszoną, ciepłą, sprzyjającą zatrzymaniu się na chwilę.
Co przyniesie przyszłość?
Całość została zaprojektowana tak, by dojrzewała wraz z właścicielem. To nie wnętrze „zrobione na raz”, lecz przestrzeń, która ma chłonąć doświadczenia: podróże, książki, spotkania, codzienne nawyki. Architekt podsumowuje: „Największym sukcesem projektu jest to, że mieszkanie odzwierciedla właściciela, a nie pracownię. Widzimy uporządkowanie, elegancję i dbałość o detal, ale też radość z codziennych rytuałów i świadomą, dobrze zaakcentowaną nonszalancję”.
To zdanie dobrze oddaje filozofię Matuszewski Studio. Inspiracją nie są tu trendy ani tablice nastrojów, lecz ludzie – ich pasje, sposób życia, potrzeba harmonii i indywidualnego rytmu. W efekcie powstają wnętrza, które nie starzeją się wraz z modą, lecz trwają, zmieniając się razem z tymi, którzy w nich mieszkają.
projekt: Matuszewski Studio
zdjęcia: ZASOBY STUDIO
Czytaj też: Warszawa | Mieszkanie | Wnętrza | Eklektyzm | Detal | Polecane | whiteMAD na Instagramie

















