Marilyn Monroe przytrzymująca białą sukienkę. Richard Nixon wbijający palec w pierś Nikity Chruszczowa. Jacqueline Kennedy na pogrzebie męża. Eleganckie nogi kobiet i psie łapy, które kradną uwagę. Na warszawskiej wystawie „Elliott Erwitt. Retrospektywa” można zobaczyć 130 fotografii, które zmieniły sposób opowiadania o ludziach, miastach i codzienności.
Niektóre z tych zdjęć znamy, nawet jeżeli nie pamiętamy nazwiska autora. Za obiektywem stoi jeden z najważniejszych fotografów XX wieku, mistrz obserwacji, ironii i decydującego momentu. Prace Elliotta Erwitta można oglądać w Warszawie na pierwszej w Polsce tak obszernej retrospektywie. Nic dziwnego, że wystawę odwiedziło już ponad 26 tysięcy osób.
Po prezentacjach w Paryżu, Lyonie i Brukseli ekspozycja trafiła do DSH (Domu Spotkań z Historią). Zamiast prowadzić widzki i widzów rok po roku przez biografię Erwitta, kuratorki ułożyły zdjęcia w tematyczną opowieść. Wielka polityka spotyka się w niej z życiem ulicy, gwiazdy kina z przypadkowymi przechodniami, a historyczne wydarzenia z gestami, które mogłyby umknąć każdemu mniej uważnemu obserwatorowi.
– Fotografie Erwitta rozpoznamy niemal wszyscy – nawet jeśli wcześniej nie potrafiliśmy przypisać ich konkretnemu nazwisku. Wśród odwiedzających regularnie słyszę pełne zaskoczenia reakcje: ten kadr ktoś widział w Paryżu, inny pamięta z Włoch – mówiła Katarzyna Puchalska, dyrektorka DSH i współkuratorka wystawy.
Humor, który wydarza się dopiero na zdjęciu
Erwitt nie potrzebował spektakularnych wydarzeń. Wystarczały mu spojrzenie, gest, przypadkowe podobieństwo albo sekunda, w której elementy rzeczywistości układały się w idealną kompozycję. – Czasami humor tkwi w fotografii, a nie w fotografowanej scenie. Można zrobić zdjęcie najwspanialszej sytuacji, a mimo to będzie ono pozbawione życia. Można też zrobić zdjęcie niczego, kogoś drapiącego się po nosie, a okaże się, że jest to świetne zdjęcie – mawiał.

Jego prace najpierw przyciągają zabawnym zestawieniem, nietypową perspektywą albo kompozycją, która wydaje się niemal zbyt doskonała, żeby mogła powstać przypadkiem. Humor jest jednak dopiero początkiem. Po chwili zaczynamy dostrzegać mowę ciała, kierunki spojrzeń, napięcia między bohaterami i szczegóły, które przy pierwszym oglądaniu łatwo przeoczyć. Zachowane stykówki pokazują, że Erwitt chodził wokół swoich bohaterów i cierpliwie szukał najlepszego ujęcia. Fotografia wygląda na przypadkową, ale stoi za nią precyzja i konsekwencja.
Fotograf, który patrzył inaczej
Urodził się w Paryżu w rodzinie żydowsko-rosyjskich emigrantów. Dzieciństwo spędził we Włoszech, później wrócił z rodziną do Francji, a tuż przed wybuchem II wojny światowej wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Fotografować zaczął jako nastolatek. – Choć zdobył formalne wykształcenie artystyczne, jego prawdziwa szkoła patrzenia zaczęła się znacznie wcześniej. Był niebywale czujnym obserwatorem, a aparat niemal nigdy nie znikał z jego ręki – opowiada współkuratorka Beata Łyżwa-Sokół.
Jako fotoreporter Erwitt pracował w Stanach Zjednoczonych, Europie, na Kubie, w Nikaragui, Meksyku, Japonii i Pakistanie. Realizował również filmy oraz zlecenia reklamowe, nie rezygnując przy tym z własnego stylu. W 1953 roku Robert Capa zaprosił go do Magnum Photos. Erwitt był już wówczas freelancerem publikującym w najważniejszych amerykańskich magazynach. Pod koniec lat 60. przez trzy lata pełnił funkcję prezesa agencji.
Wpływ jego prac na język fotografii XX wieku trudno przecenić. Patrzył na Paryż, Nowy Jork czy Saint-Tropez w taki sposób, że jego fotografie zaczęły współtworzyć wyobrażenia o tych miejscach. Interesowali go też ludzie i ich gesty, dziwactwa oraz drobne pęknięcia w starannie budowanych wizerunkach.
Dlaczego psy widzą więcej?
Trudno opowiadać o jego fotografii bez psów – znudzonych, zdziwionych, cierpliwych albo całkowicie pochłoniętych własnymi sprawami. Erwitt fotografował je przez kilka dekad. Wszystko zaczęło się bez wielkiego planu. Przeglądając stykówki, zauważył jednak, że czworonogi pojawiają się na nich wyjątkowo często.

Jedno z pierwszych dużych zleceń związanych z psami było sesją modową poświęconą damskim butom dla „The New York Times Sunday Magazine”. Erwitt uznał, że najlepiej sfotografować obuwie z poziomu chodnika. Tak narodził się charakterystyczny punkt widzenia, który później wielokrotnie powracał w jego twórczości.
– Zdjęcia psów działają na dwóch poziomach. Psy są po prostu zabawne, gdy uchwyci się je w pewnych sytuacjach. Ale mają też cechy ludzkie. Mam nadzieję, że te fotografie dotyczą kondycji człowieka – mówił fotograf. Psy Erwitta opowiadają zatem o potrzebie podobieństwa, bliskości, kontroli, elegancji i autoprezentacji. Na jednym z kadrów fryzura niewielkiej chihuahua niemal idealnie współgra z uczesaniem patrzącej w obiektyw kobiety. Adekwatnie do pasji artysty, na wystawę można przyjść z czworonogiem.
Polska na zdjęciach Erwitta
Nie wszyscy fani fotografa wiedzą, że pracował on także w Warszawie, Krakowie, Częstochowie i Gdańsku. Na retrospektywie prezentowane są trzy fotografie wykonane podczas tych podróży. Wśród nich znajduje się słynna scena z przy konfesjonale. Początkowo kadr wydaje się spokojny, niemal nieruchomy. Dopiero po chwili zaczynamy obserwować postawę czekających osób. Zwyczajna sytuacja zmienia się w studium relacji. Tak działa wiele prac Erwitta. Pozornie pokazują nic wielkiego: spacer, kolejkę, plażę, pocałunek odbity w lusterku samochodu. Fotograf potrafił jednak znaleźć moment, w którym zwyczajność zaczynała mówić o czymś więcej.
– Praca, na której mi zależy, jest niezwykle prosta. Obserwuję, staram się dostarczać rozrywki, ale przede wszystkim chcę, aby zdjęcia budziły emocje. Niewiele innych rzeczy interesuje mnie w fotografii – mówił.
Wystawa jest też przypomnieniem, że historia nie składa się wyłącznie z oficjalnych wydarzeń, nazwisk i dat. Tworzą ją także prywatne gesty, sposób patrzenia, ubiór, zachowanie ludzi na ulicy czy relacja między człowiekiem a jego psem. – Poznawanie przeszłości może zaczynać się właśnie od obrazu – od próby połączenia faktów, znalezienia kontekstu i zadania pytania o to, co wydarzyło się poza kadrem – podkreśla Katarzyna Puchalska.
„Elliott Erwitt. Retrospektywa” powstała z okazji 20-lecia DSH we współpracy z Magnum Photos. Mecenasem wystawy jest Nikon. Ekspozycję można oglądać do 20 września 2026 roku w galerii przy ul. Karowej 20 w Warszawie. Wstęp wolny.
źródło: materiały prasowe
Czytaj też: Fotografia | Warszawa | Wystawa | Polecane | whiteMAD na Instagramie




