Energia wiatrowa należy do najbardziej efektywnych i najtańszych. Takie elektrownie najlepiej pracują na odsłoniętych terenach wodnych. Jednak budowa farmy wiatrowej w morzu lub oceanie jest trudna. Powstał projekt Wind Catching Systems, który radykalnie to zmienia.

Nad projektem pracuje norweska firma Wind Catching Systems. Inżynierowie budują pływającą, wieloturbinową technologię, która może generować pięciokrotnie więcej energii w ciągu roku niż największa pojedyncza turbina wiatrowa na świecie.

Urządzenie Skandynawów różni się od tradycyjnych turbin wiatrowych, które składają się z jednego bieguna i trzech gigantycznych łopat. Norweski „łapacz wiatru” ma formę kwadratowej ramy, która niczym siatka podtrzymuje 100 małych wiatraków. Takie urządzenie jest niemal trzy razy wyższe od przeciętnej turbiny wiatrowej. Elektrownia będzie unosić się na wodzie na specjalnej platformie, która zakotwiczona będzie do dna.

Obecnie na świecie działają 162 morskie farmy wiatrowe. Najwięcej jest ich w Chinach i Wielkiej Brytanii. Problemem jest ich budowa – turbiny muszą być wbite w dno morskie, dlatego nie można ich budować wszędzie. Przewagę nad tradycyjnym rozwiązaniem mają właśnie pływające farmy wiatrowe.

Pierwszą pływającą farmę wiatrową zbudowano 40 km od wybrzeży Szkocji. To Hywind, który liczy sześć pływających turbin wiatrowych, umieszczonych w cylindrze wypełnionym ciężkim balastem – w ten sposób konstrukcja może unosić się pionowo. Elektrownia Hywind jest przymocowana do dna grubymi linami. Urządzenie generuje prąd dla 36 tysięcy domów w Wielkiej Brytanii. Skandynawowie zapewniają, że ich „łapacz wiatru” będzie skuteczniejszy i będzie mógł zasilić od 80 do 100 tysięcy domów. W sprzyjających warunkach, gdy wiatr jest najsilniejszy, jedna jednostka łapacza wiatru może wyprodukować do 400 gigawatogodzin energii. Dla porównania, największa turbina wiatrowa wytwarza obecnie 80 gigawatogodzin.

Norweski „łapacz wiatru” jest zdecydowanie wyższy. Wysokość elektrowni jest niemal taka sama jak Wieży Eiffla. Dzięki czemu łopaty wystawione są na większe prędkości wiatru. Elektrownia ma dużo mniejsze i lżejsze łopaty, dlatego może wykonywać więcej obrotów na minutę generując w ten sposób więcej energii. Mniejsze ostrza oznaczają też prostszą budowę i utrzymanie. Żywotność Wind Catching Systems szacowana jest na 50 lat, czyli dwa razy dłużej niż tradycyjne turbiny wiatrowe.

Inżynierowie zapewniają, że elektrownię będzie można łatwo poddać recyklingowi. Prototyp urządzenia zbudowany będzie na Morzu Północnym (w Norwegii lub Wielkiej Brytanii).

A co z ptakami? Firma twierdzi, że konstrukcja zostanie wyposażona w system namierzania ptaków i będzie wysyłać krótkie sygnały dźwiękowe, które mają zapobiec kolizji z migrującymi ptakami. Elektrownie mają być zbudowane daleko od brzegu więc nie powinny zagrażać ptakom latającym wzdłuż wybrzeża.

Czytaj też: Ekologia | Ciekawostki | Norwegia| Wielka Brytania | whiteMAD na Instagramie

źródło: Wind Catching Systems