Kolejny świetny produkt, który powstał w ramach pracy dyplomowej. Tym razem autorką jest mieszkająca w Londynie Nicole Stjernsward, która postanowiła poszukać zastosowania dla zepsutych owoców i warzyw. 

Według danych CBOS Polacy w ciągu roku marnują 235 kg żywności na osobę z czego 59% procent stanowią warzywa (32%) i owoce (27%). Natomiast według statystyk prowadzonych przez Organizację Narodów Zjednoczonych na całym świecie marnowana jest jedna trzecia wszystkich produkowanych owoców i warzyw.

Te smutne dane zauważyła Nicole Stjernsward studentka Imperial College London, która postanowiła znaleźć nowe zastosowanie dla warzyw i owoców, które trafiają na śmietniki. Oczywiście istnieją już rozwiązania, takie jak banki żywności, robienie przetworów, czy założenie kompostownika w ogrodzie, jednak Nicole postanowiła poszerzyć horyzonty i udowodnić, jak cenne i przydatne mogą być rzeczy, które wyrzucamy do kosza.

Nicole postanowiła w ramach pracy dyplomowej stworzyć system, który za pomocą waporyzacji umożliwi przetworzenie owoców i warzyw w taki sposób, by uzyskać z nich naturalne barwniki. Jak to działa? W pierwszej kolejności wrzucamy skórki i łupiny od owoców, czy warzyw do największego ze zbiorników. Te zostają zgotowane w wodzie, do której wytrąca się barwnik. Następnie wymieszana z barwnikiem woda jest transportowana pod ciśnieniem przez specjalną dyszę rozpylającą do swego rodzaju szklanego odkurzacza. Wytworzona w ten sposób drobna mgiełka jest na tyle gorąca, że natychmiast odparowuje, a na dnie komory osadzają się suche cząsteczki, czyli barwnik. Uzyskany w ten sposób proszek można zalać wodą i oddać dzieciom, jako bezpieczną i ekologiczną farbę, albo wykorzystać jako barwnik do deserów, ciast, czy nawet ubrań.

Jak dodaje autorka uzyskany w ten sposób barwnik jest w pełni naturalny i nietoksyczny w przeciwieństwie do większości barwników przemysłowych i wielu spożywczych. Co więcej, Nicole postanowiła spotkać się z Davidem Peggie, chemikiem pracującym w londyńskiej National Gallery, aby ten opowiedział jej o sposobie pozyskiwania pigmentów malarskich przez dawnych mistrzów.

Jak się okazuje już najstarsi malarze stosowali naturalne barwniki. Od Davida dowiedziała się między innymi, że odcienie żółtego pozyskiwane były z ochry, czerwienie ze skrzydeł chrząszczy, natomiast cebula była tradycyjnym barwnikiem tkanin. Dopiero po rewolucji przemysłowej na masową skalę zaczęto odchodzić od naturalnych barwników zastępując je tańszymi, nienaturalnymi zamiennikami. To właśnie powrót do tradycji był jedną z głównych inspiracji dla powstania urządzenia. Nawet sama nazwa Kaiku po fińsku – w ojczystym języku Nicole – oznacza echo. Bo jak zaznacza autorka, ma ono opowiadać historie z przeszłości i przypominać w jaki sposób dawniej pozyskiwano kolory.