Sopot. Perła bałtyckich uzdrowisk ma już 200 lat!

Sopot to uwielbiane przez wielu miejsce wakacyjnego wypoczynku. Nadmorski kurort jest chętnie odwiedzany także zimą, gdy jest w nim zdecydowanie mniej tłoczno. Nie byłoby jednak perły bałtyckich uzdrowisk jaką znamy dzisiaj, gdyby nie Jan Jerzy Haffner. Lekarz w 1823 roku podjął decyzję o budowie pierwszego zakładu kąpielowego. W 2023 roku uzdrowisko obchodzi swoje 200-lecie, a my ruszyliśmy w krótką podróż po mieście o wyjątkowej architekturze i przyrodzie.

Do Sopotu zajrzeliśmy w pierwszym tygodniu stycznia. Chociaż 1 stycznia wiele osób wybrało się na tradycyjny, noworoczny spacer po ul. Bohaterów Monte Cassino (czyli słynnym “Monciaku”) oraz sopockim molo, w kolejne dni nie było tu tłumów odwiedzających. Sopot to jedna z najbardziej rozpoznawalnych miejscowości wypoczynkowych w Polsce i rzadko zdarzają się okazje do tego, by pospacerować po niemal całkowicie pustym molo. A tak było właśnie tym razem.


W przypadku wielu osób odwiedzających Sopot, nadmorska przygoda rozpoczyna się na tutejszym dworcu PKP. I chociaż tym razem zamiast mroźnej pogody, zmroziła niektórych informacja o planowanych podwyżkach cen biletów, faktem jest, że nad Bałtyk od kilku lat można dotrzeć jeszcze szybciej. Podróż z Krakowa trwa niespełna 6 godzin, dlatego to świetna opcja nawet na weekendową wycieczkę. Wracając jednak do samego dworca. Jego nowy budynek powstał siedem lat temu. Nowoczesny obiekt połączony z galerią handlową oddano do użytku pod koniec 2015 roku. Chociaż nie zachowało się na nim zbyt wiele historycznych elementów to na jednym z peronów wciąż można zobaczyć żeliwne elementy wiaty z końca XIX wieku. W przejściach podziemnych zachowały się natomiast historyczne kafle, znane również z innych trójmiejskich dworców. Mamy nadzieję, że pozostaną one w tym miejscu jak najdłużej. Niedawno media informowały bowiem o skuciu podczas prac remontowych historycznych kafli z przełomu XIX i XX wieku na dworcu w pobliskim Gdańsku-Oliwie.

Tuż obok sopockiego dworca znajduje się natomiast odsłonięty w 2020 roku pomnik prof. Władysława Bartoszewskiego, który z tego miejsca przypomina, że warto być przyzwoitym. To pierwszy pomnik w Polsce poświęcony wybitnemu historykowi i dyplomacie, a także powstańcowi warszawskiemu i byłemu więźniowi Auschwitz. Pomnik został wykonany przez rzeźbiarza Jacka Kicińskiego. Dlaczego właśnie w Sopocie? Prof. Bartoszewski uwielbiał to miasto. Co roku przyjeżdżał tu na Wielkanoc, a sopocianinem został na dobre w 2017 roku, odbierając tytuł honorowego obywatela miasta.

 

Architektura jak z… alpejskiego kurortu

Spacer z dworca warto kontynuować udając się w stronę słynnego “Monciaka”, czyli najbardziej reprezentacyjnego deptaka w mieście łączącego Operę Leśną z molo. Tuż przed wejściem na słynny deptak można zobaczyć budynek hotelu Rezydent (o którego historii i wyjątkowym designie pisaliśmy szerzej w tym miejscu) oraz kościół św. Jerzego (czyli dawny ewangelicki zbór zbudowany w stylu neogotyckim w latach 1899-1901). Świątynia powstała ponad 120 lat temu pod patronatem cesarzowej Augusty Wiktorii, która przekazała na ten cel 1000 marek. Cesarz Wilhelm II dołożył do tego 2000 marek osobiście zatwierdzając projekt i zalecając podwyższyć wieżę o 7,5 metra, aby była widoczna dla statków płynących po zatoce. Na uroczystość poświęcenia świątyni 17 września 1901 roku osobiście przyjechała cesarzowa Niemiec. Kościół przez ponad 40 lat należał do ewangelików, po zakończeniu II wojny światowej przekazano go kościołowi rzymskokatolickiemu.

Idąc w stronę sopockiego molo, czyli najdłuższego drewnianego molo spacerowego w Europie, warto jednak nieco zboczyć z trasy. Spacerując bocznymi uliczkami wciąż można zobaczyć budynki pamiętające najdawniejsze dzieje Sopotu. Ich znaki rozpoznawcze to kolorowe witraże w oknach, historyczne drzwi wejściowe czy XIX-wieczne, drewniane werandy. Wiele z nich w minionych latach wypiękniało za sprawą renowacji prowadzonych także dzięki środkom miejskiego samorządu. Przypominają o tym tabliczki znajdujące się na fasadach, które przybliżają również informacje na temat stylów architektonicznych i detali dekoratorskich. Pomagają poznać historię konkretnych zabytków i związanych z nimi projektantów. Dzięki temu można dowiedzieć się więcej na temat tych mniej znanych i szerzej nieopisywanych zabytków Sopotu.

Wśród najbardziej znanych zabytków jest natomiast klasycystyczny dworek Sierakowskich, w którym mieści się dziś galeria sztuki i siedziba Towarzystwa Przyjaciół Sopotu. Znajduje się on zaledwie kilka minut spacerem od dworca i od “Monciaka”. To obiekt, który można zaliczyć do kategorii budynków letniskowych. Domy mieszkańców Sopotu sprzed 200 lat były zresztą zazwyczaj niewielkimi, drewniano-murowanymi konstrukcjami o prostych kształtach. Dopiero druga połowa XIX wieku przyniosła znaczne zmiany w architekturze sopockiego uzdrowiska. Jak można przeczytać w materiałach Sopockiej Organizacji Turystycznej, wówczas uzdrowiska kojarzyły się przede wszystkim ze Szwajcarią. Także Sopot chciał się tak kojarzyć, dlatego “nic dziwnego, że w jego XIX-wiecznej architekturze pojawiły się elementy charakterystyczne raczej dla rejonów alpejskich”.

Warto przystanąć i… wpaść po uszy

Wracając na spacer po “Monciaku” warto zrobić sobie przerwę w odkrywaniu architektonicznych detali (zwłaszcza gdy pogoda jest naprawdę zimowa). Na deptaku nie brakuje przytulnych kawiarenek i restauracji. Jednak nasz wybór za każdym razem jest ten sam. To restauracja “Śliwka w kompot”, która znajduje się w samym sercu deptaka, kilkanaście kroków od Krzywego Domku, znajdującego się na liście 50 najdziwniejszych budynków świata (jego architektura nawiązuje do rysunków Jana Marcina Szancera oraz Pera Dahlberga, szwedzkiego rysownika od lat mieszkającego w Sopocie). Dlaczego zawsze wracamy właśnie do popularnej “Śliwki”? Przede wszystkim przez luźny klimat tego miejsca. Można tu wejść tylko na chwilę i zamienić słowo z barmanem, ale też rozsiąść się przy stoliku i przepaść na wiele godzin. O miłą atmosferę dba zarówno obsługa, jak i właściciel lokalu częstujący zmarzniętych spacerowiczów nalewkami własnej produkcji. Wśród nich jest chociażby rozgrzewająca śliwkówka. W ofercie są też dwa gatunki piwa śliwkowego, które na potrzeby restauracji warzy lokalny browar. O tym, że “Śliwka w kompot” już dawno stała się jednym z najbardziej lubianych lokali w Sopocie świadczy nie tylko ogromna liczba pozytywnych opinii dostępnych w sieci, ale też kolejki, które ustawiają się przed wejściem w niektóre dni. Czas oczekiwania nie jest jednak długi, dlatego warto się zdecydować. Można tu spróbować także kolorowych drinków, a okazji do toastów nie zabraknie tej zimy. “Śliwka” świętuje właśnie swoje ósme urodziny. Oprócz różnych dań kuchni międzynarodowej w ofercie znajduje się też autorska pizza (jakżeby inaczej) z konfiturą śliwkową. Na szczególną uwagę zasługują także przyrządzane tu ryby i owoce morza.

Będąc w temacie ryb, należy wspomnieć o znajdującym się kawałek dalej placu Jasia Rybaka (na który dotrzemy mijając kamienicę z odnowionym sopockim witrażem opisywanym przez nas w tym miejscu). To niewielki placyk, na którego środku stoi fontanna z figurą młodzieńca z koszem ryb na głowie. Została ona zaprojektowana przez architekta Brunona Wandtke i rzeźbiarza Stanisława Szwechowicza. Odsłonięto ją w 1998 roku i przez ten czas stała się jednym z symboli Sopotu. Po czterech latach nieobecności w przestrzeni miejskiej (ze względu na rozpoczęty w 2010 roku remont), w 2014 roku ponownie pojawiła się na odnowionym placyku. Znajdują się na nim miejsca wypoczynku, ma tu również siedzibę teatr BOTO z kameralną sceną teatralno-koncertową. Organizowane są tu spektakle teatralne, spotkania literackie, koncerty i wernisaże.

 

Zieleń, zieleń i jeszcze raz… zieleń

 

Spacerować po Sopocie można także odkrywając jego zielone oblicze. W końcu to właśnie Sopot został uznany za najbardziej zielone miasto w Polsce (o czym pisaliśmy w whiteMAD tutaj). Wielokrotnie opisywaliśmy także działania na rzecz zachowania naturalnej zieleni w mieście: remontowanie szlaków turystycznych bez betonu i asfaltu czy tworzenie zielonych woonferfów. Same tereny zielone w Sopocie wynoszą około 60 proc. powierzchni miasta. A właśnie powierzchnia terenów zielonych była jednym z decydujących czynników o nadaniu miastu statusu uzdrowiska. Tylko w ubiegłym roku dosadzono tu ponad 300 drzew i 20 tys. krzewów, uzupełniane są szpalery i historyczne aleje. Znaczną część terenów zielonych stanowią lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego z malowniczymi szlakami spacerowymi. Park Północny i Południowy znajdujące się tuż obok plaży to natomiast popularne miejsca wypoczynku, gdzie można skorzystać także z grzybków inhalacyjnych.

Dziką zieleń można zobaczyć też chwilę po wyjściu z pociągu i odwiedzając pobliskie wąwozy. Wśród nich wąwóz im. prof. Stefana Hermana, który przez długie lata nie miał swojej nazwy. Dopiero w 2018 roku nadano mu nazwę upamiętniającą postać wybitnego muzykologa i wykładowcy Sopockiej Szkoły Muzycznej. Nie bez powodu. Prof. Herman od 1945 roku aż do śmierci mieszkał z żoną i córką w stojącym do dzisiaj domu przy ul. Obrońców Westerplatte 36 (nieopodal Sopockiej Szkoły Muzycznej), który stał się mekką życia muzycznego na Wybrzeżu. Przyjeżdżało i zatrzymywało się tu wielu słynnych ówcześnie muzyków i pedagogów.



Zbliżając się do molo coraz bardziej można poczuć uzdrowiskowy klimat miasta. Znany jest on zresztą od dawna, bo już od połowy XVI wieku bogaci patrycjusze gdańscy i dyplomaci zaczęli budować w Sopocie swoje letnie rezydencje. Za symboliczny początek kuracyjnych tradycji Sopotu uznaje się jednak 1823 rok, kiedy zbudowano pierwszy zakład kąpielowy (tzw. sopockie łazienki). Stało się to za sprawą wspomnianego już wcześniej dra Jerzego Haffnera. W kolejnych latach powstał Dom Zdrojowy, założono istniejący do dziś park, a także wytyczono ścieżki spacerowe i zbudowano pierwsze molo. W 1927 roku oddany do użytku został Kasino Hotel, znany dziś jako Grand Hotel, natomiast drewniane molo przedłużono do aktualnej długości 511,5 metra, co czyni je najdłuższym tego typu pomostem w Europie.

Po jod i kulturę

Molo to jednak nie tylko symbol Sopotu, ale także miejsce rekreacyjnych i zdrowotnych spacerów. Stężenie jodu na częściach najdalej wysuniętych w morze jest bowiem aż dwukrotnie większe niż na lądzie. Na końcu molo znajduje się przystań jachtowa, która zabezpiecza także pomost przed działaniem fal i wiatru. Zimą na placu Zdrojowym u nasady mola czynne jest lodowisko. I tak jest także w tym roku.

Po spacerze po molo warto udać się w stronę przystani rybackiej, która znajduje się kilkanaście minut spacerem po plaży. Zmierzając do niej warto przespacerować się także przez Park Południowy, który został odnowiony w taki sposób, aby przypominać park z czasów swojej największej świetności, czyli z lat 20. ubiegłego wieku. Słynął on wówczas z kwiecistych rabat, w których dominowały róże. Nieopodal znajduje się ewangelicko-augsburgski kościół Zbawiciela z charakterystyczną wieżą. Za nim zobaczyć można natomiast wspomniany już drewniany budynek dawnych łazienek południowych. Tu po raz pierwszy w Europie wprowadzono przebieralnie familijne, co było nowością w ówczesnych kurortach nadmorskich.

Zbliżając się do przystani rybackiej można podziwiać kutry stojące na plaży. To zresztą jedno z najczęściej fotografowanych widoków w Sopocie. Warto jednak pamiętać, że przystań nie zawsze znajdowała się w tym miejscu. Pierwotnie znajdowała się w okolicy sopockiego mola, jednak w 1914 roku przeniesiono ją w to miejsce ze względu na rosnącą liczbę kuracjuszy. W bliskim sąsiedztwie przystani znajduje się natomiast zabytkowa, eklektyczna willa Claaszena z 1904 roku. Wybudowano ją w latach 1903-1904 dla rodziny gdańskiego kupca i przedsiębiorcy Ernsta Augusta Claaszena, a architektem willi był Walter Schulz.

Widać ją już z plaży, a od dwóch dekad mieści się w niej Muzeum Sopotu. Można w nim zobaczyć reprezentacyjne pokoje z dawnym wyposażeniem, które zostały odtworzone w oparciu o fotografie z początku XX wieku. Było to możliwe dzięki zdjęciom uzyskanym od spadkobierczyni rodziny Claaszenów, na których ukazane było kompletne wyposażenie jadalni z werandą, salonu, pokoju pani domu oraz sieni. W oparciu o te zdjęcia reprezentacyjne pomieszczenia willi są rekonstruowane. Do dziś zachowały się tu najważniejsze oryginalne elementy wystroju architektonicznego domu.

Obecnie pomieszczenia są udostępnione do zwiedzania jako stała ekspozycja zabytkowych, historycznych wnętrz mieszczańskich. Są tu organizowane także wystawy czasowe. Aktualnie jest to ekspozycja „Brodwino. Najpiękniejsza dzielnica Sopotu”. To osiedle znajdujące się w zachodniej części doliny Kamiennego Potoku, w skład którego wchodzi 17 dziesięciopiętrowych wieżowców. Zostały one zbudowane w latach 70. XX wieku, a w latach 80. po wprowadzeniu przez władze PRL stanu wojennego sopockie osiedle stało się areną działalności opozycyjnej.Warto także zobaczyć tę wystawę i poznać nieco inne, mniej znane oblicze miasta.

Miejsc wartych odwiedzenia w Sopocie jest jeszcze więcej. Postaramy się przybliżyć z nich następnym razem. Podczas spacerów po uzdrowisku warto jednak dać się ponieść samodzielnej wędrówce i odkrywać samemu wyjątkowe pod wieloma względami miejsca, których w uzdrowisku nie brakuje.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Kobylański.

Dziękuję za udostępnienie pozostałych fotografii Muzeum Sopotu oraz restauracji “Śliwka w kompot”.

Zobacz również: Architektura | Sopot | Ciekawostki | Podróże | Architektura w Polsce